Lipiec - Sierpień 2012

(5 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)

Lipiec - Sierpień 2012

Zaczęło się od Gdyni. Tutaj wygrał Dandy z tym tylko ,że mastiffy były tylko 3 szt. Praktycznie nie było konkurencji. Dostaliśmy się 2 krotnie na BISY. Na jednym z nich (mowa o BIS - zwycięzców ras) Dandy przeszedł poczwórną selekcję i dostał asię na 4 te miejsce na podium. Mastiffy bardzo rzadko wygrywają konkurencje finałowe ale tutaj Dandy był w rewelacyjnej formie. Załapaliśmy się również na wywiad z małą nuta promocji rasy.
No i cóż było potem. Później był już SOPOT i również wygrana Arona ale o tym możecie poczytać w dziale "wystaw".
Tradycją coroczną już stały się nasze wakacyjne wyjazdy na południe. Zwykle lądujemy wtedy w Krakowie u rodziców ,ale nie ma siły ,żebyśmy nie odwiedzili Zakopanego.
Cokolwiek by nie mówić to miasto ma swój styl, klimat i pozwala nam czuć się swobodnie zresztą odrestaurowany Kraków niby ten sam a jednak zupełnie inny. I tylko ludzie jacyś inni, a może inaczej już się po prostu wszyscy postrzegamy. Dzisiaj pomaganie staje się modne ,kiedyś nie było, było oczywiste.  Od prawej u góry to oczywiście GUBAŁÓWKA ,zarówno ta kopa siana jak i asfaltowa promenada obok. Przymierzyłem sobie z Piotrem czapeczkę. Znaczy nie tą sama jak widać. Taka moda wraca więc czemu nie. Od lewej to moja Asiczka.
To właśnie zdjęcie dostało moja osobistą nominację na nasz rodzinny "Album" wydany w formie "powieści" przez bezkonkurencyjne www.drukujwspomnienia.pl
Od lewej u góry to również Gubałówka. Jesteśmy właśnie po wypiciu tradycyjnego zmrożonego prawie piwa no i w moim przypadku po expresso.
Mały powrót na "daczę " do Wyspowa na tradycyjnego leśnego grilla zorganizowanego spontanicznie wśród "dziadków borowych" i wspaniałych "rusałek leśnych" jak wyżej.
Ty razem postanowiliśmy iść na całość znaczy się na "ilość" i zakupiliśmy najtańszego 1 litrowego whiskacza jaki był na półce. Capsey nie odbiega znacząco od swych droższych kolegów z tejże półki a może to już my byliśmy zbyt "znieczuleni"?
W każdym razie zmrożony smakuje dużo lepiej.
Od lewej list polecony z gratulacjami i płytą jaki otrzymaliśmy od Pani Gabrieli Simmonds z Australii. Pani Simmonds jest przewodniczącą klubu mastiffa w Australii i dosżły ją słuchy jakoby pies jej linii hodowlanej (dlatego ,że wspomniana pani jest również hodowcą - linia Yangerdook - Mastdoch - Marstenmoor) a mowa o Casprze, zaszałał na Światówce. Z listu wynikało ,że staliśmy się z Radziem i Agusią gwiazdami tamtejszego miesięcznika :). Fakt w Australii nas jeszcze nie było.
Cały materiał mamy na płytce CD. Wydrukuję, zeskanuję i zamieszczę ale tylko w strefie VIP :)
Powyżej jak widać to 2 fotki z urodzin naszego miotu S. Maluchów urodziło się 11 sztuk i wszystkie przeżyły okres odchowu. Pisząc z pewnej perspektywy ,maluchy trafiły do wspaniałych domów. 1 ną suczkę exportowaliśmy do Canady, 1 nego samca do Niemiec i Czech. Reszta pozostała w Polsce. Najmocniejszy samiec trafił tuż obok nas do Pani Aldony S. Cieszymy się szczególnie z tego zasiedleńczego exportu do Canady tym bardziej ,że z kolejnego miotu A (Casper- Brenda) druga suczka trafiła również do tego kraju. Mamy zatem 2 razy MastineuM niedaleko Inniswill (Ontario). Jakiś czas temu pewien hodowca z Canady bardzo nieładnie w stosunku do nas się zachował. Niektórzy hołdują zasadzie blokowania pewnych "nieporęcznych " krajów i hodowli po prostu nie sprzedając do nich psów. Takie dziwaczne warunki hodowlane to wynikają z czystej pychy a hodowcy ,którzy je stosują po prostu pomylili branże. Tak czy inaczej z takich czy innych pobudek z podwójną przyjemnością sprzedaliśmy i podstawiliśmy pod sam nos 2 suki z naszych linii hodowlanych. Zasada tutaj jest prosta i chyba każde dziecko ją zrozumie.
Nie sprzeda nam Kanadyjczyk, sprzedała nam Rosjanka i śmiem twierdzić ,że suma sumarum wyszło być może z korzyścią dla nas. O tych dziwacznych warunkach hodowlanych jeszcze kiedyś napiszę , dlatego że kiedy je wspominam to mam przed oczami próżność i pychę tych ludzi ... Rozgrzewa mnie to do czerwoności...
Ale wróćmy do wakacji. Mamy 5 lipiec Karczma w Miłosnej godzina duchów czyli przed północą i zajadamy takie panierowane kluski "kopytka" i barszczyk. Rewelacja. Dietetyczne i super klimat. Gdyby nie expresso i to podwójne to pewnie snem za kierownicą mogłoby to zaowocować.
Powyżej to już moi rodzice z Krakowa i obiadek w stylu góralskim. Przepyszna kuchnia. A jeśli Kraków, to nasi mastifowi emeryci a w szczególności nasza Sara (11 letnia Psyche z Maszowgo Domu). Suczka jest w dobrej kondycji, nie ma problemów z ruchem, chętnie zajada wszystko co dostaje. Rodzice są w niej zakochani i nie wyobrażają sobie innej już rasy. Wcześniej "przerabiali " owczarki niemieckie i niestety zdradzili ta rasę.
A poniżej to ciekawostka. Ten rudzielec poniżej to potomek w prostej linii naszej Sary j.w. Syn Sary Conan MastineuM to jego ojciec. Poniżej to p.Iza G.
Obecnie rekordzistka w kolekcjonowaniu naszych psów . Ma już ich 3 kę. Od prawej poniżej to jasne cudo to 7 miesięczna suczka Ravena MastineuM.
Tak się złożyło ,że będą na objeździe po górach wstąpiliśmy do Zawoi.
Powyżej to puchary czy jak kto woli "Hall of Fame" zmajstrowany na poczekaniu. W większości to trofea imć Joshuy MastineuM (Champion) . Joshua urodził się u nas w hodowli w 2008 roku i jest również synem naszego championa Conana MastineuM.
Nasze psy znalazły wspaniały dom i żyją sobie jak w małym raju. No bo ,któż nie chciałby widoku Babiej Góry o poranku, otoczony szumem lasu i szeptami ptaków.
Od lewej Janusz G (właściciel) od prawej Iza G (właścicielka piesów). Właśnie sobie przypomniałem ,że podobnie do nich, 3 egzemplarze MastineuM wylądowały w Dąbrowie Górniczej. Znaczy to ,że mamy 2 kę liderów i naszych kolekcjonerów. Zapraszamy, może ktoś to przebije...
W 2013 mamy nadzieję ,że doczekamy się kontynuacji naszych linii hodowlanych.
Być może dojdzie do skojarzenia Joshuy i Raveny. Iza z niecierpliwości pewnie już wytrzymać nie może... :)
A w Zawoi ,powietrze super, klimat, spokój i wspaniałe warunki do odpoczynku.
A czy to również dobre miejsce na hodowlę? Okaże się z pewnością już wkrótce.
Prędzej lub później.
Od lewej i od prawej Ravena MastineuM z naszą Olą.
Powyżej od lewej odezwał się Jack Daniels brat Joshuy. Mija piąty rok życia a psy jak widać w super kondycji. Od lewej córka naszej KARMEN  MastineuM w rekach węgierskiego hodowcy. Jako urywek wrzuciłem naszą nową inwestycję.
Otóż mamy 2 nowe, zmodernizowane pomieszczenia zlokalizowane w bardzo ciekawym miejscu. Super sprawa no w każdym razie Miracle i Scarlet nie narzekają.
Poniżej to dalszy ciąg wakacji. Zamek w Bielsku Białej.
Na zamku restauracja "Kasper Suski". Zamek świadczy usługi hotelowe ma 3 gwiazdeczki.
Zjedliśmy smacznie ale wcale nie tanio. Godne polecenia były tzw. "sakiewki". Co było wewnątrz ? Sami spróbujcie.
Od lewej poniżej to jeszcze zamek a od prawej to już Wadowice.
A jeśli Wadowice to musieliśmy odwiedzić dom w którym urodził się i dorastał nasz papież Jan Paweł.
Miasteczko maławe . Zagnieździliśmy się po ulewie w barze zlokalizowanym w centrum. Zakup 2 win CARLUM był obowiązkowy. Kremówka smaczna ale daleko jej do Krakowskich przynajmniej tych z ulicy Stradom.
Wakacje w Krakowie musiały zaowocować wizytą u Danki na "wsi".
Jeśli Zakopane to z pewnością Kościelisko i marsz do ORNaka na piwo i zupę.
W drodze do Ornaka zboczylim z lewo i wylądowaliśmy w Jaskini "Mroźnej".
Uwierzcie , na zewnątrz 28C w jaskini 6 C. Jaskinie z "Władcy Pierścieni" nie mogą się równać z naszą Jaskinią Mroźną.
Jaskinię "Mylną" odpuściliśmy sobie , z tym tylko ,że ona mocno "kusi". Jeśli uda się a nam wystarczy odwagi to w przysżłym roku ...zaliczym jak mówią Górale.
Igorek schodząc w dół ,po ponad 30 minutach ,stwierdził "... Tato ,my już z tą nie wyjdziemy ..." :)
Poniżej Iwonka i Asiczka i to nadal Kościelisko.
Od lewej poniżej to już Ornak i tradycyjne 'szarlotki".
Poniżej to już te drogowskazy ,których nie słuchaliśmy tym razem i wspaniałe miejsce widokowe.
Poniżej to magiczny dla nas pień. 3 lata temu mamy fotę dokładnie w tym samym miejscu.
Po zakończonej wyprawie do Kościeliska, trzeba było dobrze zjeść.
Jeśli dobrze zjeść to przetestować należy kolejny lokal ,który zrewolucjonizowała p.Magda Gessler. Poddaliśmy go zatem "próbie".
Karczma "Polany" stanęła na wysokości zadania. Mylące było tylko to,że wchodząc nie widać było nikogo. Wrodzone "wścibstwo" i może zakorzeniony upór który można tylko tłumaczyć "kompleksem Krzysztofa Kolumba" czyli kompleksem poznawczym , tym razem przyniosło swój owoc. Zaglądając w każdy kąt a w szczególności na 2 poziomowe schody w dół, trafilim wreszcie do karczmy.
Jedlim i pilim a potem sporo zapłacilim ,ale wato było ,z tym tylko że szybko się skończyło.
Cóż później. Jak widać "targowisko pod Gubałówką". Od niepamiętnych czasów nie potrafimy go wykreślić z marszruty.
Tradycją stało się mierzenie tresek . Niby było napisane że odpłatnie ale my grosza nie zapłaciliśmy.
Krupówki tym razem zwiedzaliśmy od dołu do góry. Zastała nas noc.
Kilka magicznych fotek z jeszcze bardziej magicznymi ludźmi i trafiliśmy na kolację do tradycyjnej góralskiej knajpy. Po co? No oczywiście na włoską pizzę :).
Kolację zakończyliśmy wyżerką na "słodko" kawowo. To była totalne pranie - rozpychanie żołądka. Udało się przeżyć. Nocą wracaliśmy do Krakowa . Na miejscu ,szybko dorwał nas Morfeusz i ok.1 w nocy już spalim.
Kolejny dzień rozochociła nas do tego stopnia ,że już od 8 rano byliśmy na szlaku. Co to była za góra do pokonania to pamięta tylko Pioter. Fakt ,że wjechał na sam szczyt swoim Volvo (szukając drogi do nas) trochę zniechęcił a później zaczęło padać.
Podarowaliśmy sobie zatem i wylądowaliśmy ponownie z Zakopcu.
Na samym dole Krupówek jest gospoda o nazwie "Podkowa". Robią tanie i fajne "żarełko". Co prawda przyciąga to tłumy ale na taki barszczyk zawsze warto wstąpić. No i na zmrożone piwo również.
Poniżej imć barszczyk i nasze dania ,które zaspokoiły pierwszy głód.
Ktoś ostatnio twierdził i wypowiadał się publicznie ,że Krupówki w obecnym wykonaniu to zbiorowisko 'tandety".
Zakopane i Krupówki to dla nas świętość. Cały ich urok to właśnie Ci sklepikarze, ta inność ,być może zbliżona do "badziewy" ale jeszcze ciągle nasza.
Na Gubałówce zjechaliśmy kolejką rynnową. Super wrażenie, szczególnie kiedy hamulec będzie zbyt luźny.
Poniżej nasze ulubiona knajpa z naszym tradycyjnym polem widokowym. Od lewej Igorek w moich upiornych okularach. Świat widziany przez nie to prawdziwe "piekło" z tym tylko ,że czasami takie widoki lubię.
Lipiec to również i 7 me tym razem urodziny naszego Igorka.
A tutaj to już sierpień czyli okres dla nas już po pierwszej części naszych wakacji ale za to jeszcze 2 tygodnie przed naszą wycieczką do Hiszpanii i Maroka.
Kogóż to widzimy poniżej? Marcelina z mężem i dzieciakiem. Znamy się od 6 lat i z i jesteśmy mocno zaprawieni w bojach. Marcelina jest właścicielką srebrnego Zwycięzcy Świata (klasa szczeniąt.), wspaniałego championa imć Elmo MastineuM.
Marcelina nie ma dostępu do strefy VIP dlatego ,póki co mogę sobie pozwolić na jej wychwalanie aby nie wyglądało to na obłudne ,dziwne coś i to coś z niewiadomo jakich pobudek. Póki co mamy koniec wakacji i to jest niestety smutne. Smutne ale jedynie do połowy dlatego że we wrześniu lecimy do Hiszpanii a później do Maroco czego i Wam życzymy.


 
Zobacz nasz kanał na youtube
Znajdź nas na FaceBook
Znajdź nas na twiterze